sobota, 7 maja 2016

Suri

"Cały piątek spędził wisząc na telefonie, szukając czegoś do wynajęcia. W tak wielkim mieście jak Nowy Jork nie było to trudne zadanie, ale wolał większe mieszkanie albo najlepiej dom, co już sprawiało pewien problem. Nie chciał niczego „na chwilę”, bo podejrzewał, że jedno „na chwilę” szybko zamieni się w cały katalog, niefortunny zbiór niepasujących do siebie, improwizowanych rozwiązań. Nie miał ochoty zamieniać swojego życia w przelotny śmietnik."


Marzec 2016

Dziś mija okrągły rok, od kiedy Suri stała się częścią naszego Woofpacka zwanego również Gangiem Derpa. 
Z tej okazji robimy mały #throwbacksuri.


Zaczęło się od tego, że nic nie planowaliśmy. Nie planowaliśmy, że będziemy mieli trzeciego psa, dopóki nie zobaczyliśmy Suri na stronie fundacji. 
Pominę cały proces adoptowania psa – bo szczerze mówiąc, sama już nie bardzo pamiętam, jak to dokładnie się potoczyło, natomiast osobiście mogę szczerze polecić fundację Północniaki – fajna ekipa, ogarnięta i trzeźwo myśląca. 

7 maja 2015
Miesiąc kwiecień minął nam pod znakiem przygotowań i ustaleń, co do adopcji. W końcu jednak nadszedł ten dzień – 7 maja – kiedy Suri miała do nas trafić. Pamiętam, że miałam wtedy rano zajęcia z futerek, a potem zaliczenie z obrotu. Zamiast sobie powtarzać informacje o tym, z czego są robione flaki do kiełbas, lub jak bardzo jebitna może być szynka, ja zachodziłam w głowę, czy Suri siedzi już w aucie i jedzie do Szczecina, i jak znosi podróż. Bo oczywiście, jak już znaleźliśmy sobie psa, to na drugim końcu Polski, w końcu sky is the limit. 
Nie, nie widzieliśmy jej na żywe oczy. Na martwe również nie. 
Nie wiedzieliśmy też, jak reaguje na inny psy czy dzieci. 
Nie wiedzieliśmy o niej nic. Wzięliśmy kota w worku. Właściwie to psa. Psa wyglądającego jak worek kości. 

Czerwiec 2015


Pierwsze spotkanie z Suri?
Dostałam mokrego, pełnego szczerości, ulgi i niepewności buziaka. Suri jeszcze była w innym wymiarze i wirowała ponad swoim wątłym ciałem. Obie nasze lalki – Dusza i Barca – przyjęły swoją nową towarzyszkę życia z przejęciem i ufnością. Wyglądało to tak, jakby znały się od zawsze.



Maj 2015


Suri była niedożywiona, smutna i wycofana, a przyjeżdżając do nas i tak przebyła już długą drogę – została odłowiona w Lublinie, potem była leczona w Warszawie na babeszjozę, ostatecznie trafiła do nas z jeszcze nadwątlonym zdrowiem. Najważniejsze jednak było to, że znalazła dom. 
Dla nas najważniejsze z kolei było to, że tym domem dla niej jesteśmy my




Marzec 2016
Suria zbiera zachwyty. Jest potężna, ma grube łapska, dojmujące spojrzenie, i gęstą, piękną sierść. To połączenie łagodności z energią, prędkości z siłą, słodyczy z totalnym gapiostwem. Jest takim typowym Zjaranym Mietkiem. Nie ogarnia nic i nigdy, jest gamajdą pierwszej wody. Nie ma w niej ani grama agresji, jest niczym wielka przytulanka. Wystarczy do niej zagadać, a już zmienia swoją konsystencję na budyń. Trafiła nam się bezproblemowa lalka, istny anioł w futrze. 


Maj 2015

Ciężko mi sobie ją przypomnieć jako smutną kupę kości – z wystającym kręgosłupem i kościami miednicy, z brzydką sierścią, wielkimi uszami nietoperza zwisającymi jak u gremlina po bokach głowy i wygolonymi łapami po kroplówkach i zastrzykach. Walka o jej zdrowie była małą i upierdliwą odyseją – jednego tygodnia morfologia była w porządku, następnego siadała już ciężko na oba poślady. Jak wychodziła z zapalenia jelit, to pojawiło się zapalenie migdałka. Ostatecznie jednak lalka wygrała to starcie z rzeczywistością i stanęła na wszystkie cztery łapy. 
Pamiętam jak wnosiłam i znosiłam ją po schodach, bo sama nie umiała. Pamiętam jej pierwsze spacery, i jak raz nawiała nam w lesie. Serce w gardle. Ale nie uciekła. Wróciła do swojego domu. 
 




W mojej perspektywy cała adopcja była robiona na totalnego wariata. Dopisali ludzie – dziękuję każdej osobie, która przyczyniła się do tego, że Suriken do nas trafił; mieliśmy też potężne szczęście. 

Maj 2016

Tu następuje ten moment, gdzie osoby z grupy Fit, healthy, working dogs POLAND wiedzą, że zaraz rozedrę się jak prześcieradło. 

Adopcyjniaki to przecież często psy po przejściach. Bite, głodzone, odtrącone. Zdarzają się takie promyki, jak Suri, która mimo wielu złych przeżyć nadal garnie się do ludzi z całą walizką miłości, ale nie każdego psa stać na tyle optymizmu i łagodności. 
To taki okrężny wstęp do faktu, jak bardzo drażni mnie już mocno utarty slogan: nie kupuj, adoptuj. 
Czerwiec 2015
Nie zrozumcie mnie źle – bardzo pochwalam sam mechanizm adopcyjny i fakt, że ludzie chcą brać porzucone zwierzaki i dać im nowe, lepsze życie. Od dłuższego czasu jednak obserwuję pewną tendencję, takie odgięcie w drugą stronę. Każdy, kto chce psa z hodowli, od razu jest tępiony. Samym hodowcom, tym dobrym, sprawdzonym i rzetelnym, też się po trosze obrywa. 
Powiedzcie mi, czemu mamy brać odpowiedzialność za czyjeś widzimisię? Okrutna prawda wygląda tak, że pies nie jest niczyją powinnością czy obowiązkiem, a zachcianką. Zachcianką, która nierzadko trafia na śmietnik czy ulicę. Bo się znudziła. 
Rozumiem ludzi, którzy biorą zwierzaki ze schronisk, przytulisk czy fundacji. Sama chętnie, gdybym miała odpowiednie warunki, przytulałabym psiaki chociażby na DT. Ale jednocześnie mam pełne zrozumienie dla osób, które wybierają psy hodowlane. Mam tu na myśli tych odpowiedzialnych, którzy mają konkretne preferencje i chcą psa o pożądanych cechach. To nic złego: wiedzieć, czego się chce. To zmniejsza ryzyko, że pies zostanie porzucony. 
Jasne, że ryzyko istnieje. I rasowym zdarza się brzydko zlądować. To nie jest regułą. Może się zdarzyć przecież wszystko – losowa sytuacja życiowa, lub z nagła ujawniona głupota, wcześniej ukrywająca się pod postacią allelu recesywnego... 

Maj 2015
Tak jeszcze odnośnie adopcji.
Mnie się to nie przytrafiło, ale nie zliczę, ile razy słyszałam historię o podobnym zabarwieniu. Mianowicie – zbyt gorliwi ludzie od adopcji. Jak już wspominałam, ja spotkałam się z trzeźwo myślącymi i konkretnymi osobami, ale nie da się ukryć, że niektórym chce się aż za bardzo. 
A bo za małe mieszkanie, a bo za duże, a bo wynajmowane; a bo płot nie taki, a bo tu schody, a sąsiedzi, a dzieci, a koty, a tu słońce w zenicie, a tam przejście do Asgardu. Wywiad rodzinny do trzech pokoleń wstecz z odnogami, i po kiju, i po kądzieli, a do tego testy psychologiczne, podanie, trzy zdjęcia i zgoda rodziców. 
Są też i tacy z całkiem przeciwnego bieguna - po prostu nierzetelni, którzy powinni dostać medal za prace (tu: wolontariat) robione na odpierdol. 
To nie bierze się znikąd, oczywiście. Chrzanią obie strony – bo jest tyle samo historii o świrach z fundacji, co o idiotach, którzy wzięli psa i go zmarnowali.
Adopcje to ciężkie przeprawy, dla wytrwałych, ze stalowymi nerwami. Osobiście nie umiem określić swojego stanowiska względem nich. Dobrze, że są. A jakie są – to sprawa dyskusyjna. Nie ma co generalizować, zarówno w pochwałach, jak i w jobach. 

Październik 2015
Mój bełkot ma puentę: nie wciskać na siłę. Nie wtryniać się nikomu w sumienie. Nie narzucać się. Presja jest największym sprzymierzeńcem nieszczęścia.
Myśmy wzięli Suri z wewnętrznej chęci. Kocham tę rudą pokrakę z całego serca i skoczyłabym za nią w ogień. Dla kogoś była niepotrzebnym ciężarem, dla mnie jest członkiem rodziny, moim dzieciakiem, który zawsze wita mnie z błyskiem w oczach i machającym ogonem. Nikt nas nie przymuszał, nikt nam nie suszył głowy. Ot, rude było, to się u nas zagnieździło. 

„Psy ze schroniska kochają bardziej”. Ciekawa jestem, kto to sprawdził. Kto przeprowadził jakieś badania i doszedł do takich wniosków. Amerykańscy naukowcy? Ja wiem, że amerykańscy naukowcy dowiedli nawet tego, że amerykańscy naukowcy nie istnieją, ale nieśmiało nawołuję o odrobinę zdrowego rozsądku.
Emocjonalność u psów jest zgoła inna niż u ludzi - są to procesy podobne, ale nie należy ich traktować jednakowo. Nikt nie wynalazł żadnej miarki mierzącej, który pies jest bardziej nieszczęśliwy i jak to się przełoży na jego miłość do człowieka. Gdyby tak było, to Dusza byłaby bardzo niewdzięcznym dzieciakiem, bo od stadium małej brzydkiej foki była kochana i rozpieszczana. 
To nie jest tak, że pies ze schroniska kocha bardziej. Pies obdarzy człowieka uczuciem, jeśli rzeczony człowiek sobie na to zasłuży. 
Miłość twojego zwierzaka jest dowodem na to, że masz serce. 
No i powiedzcie mi teraz, że filmy Marvela są bez morałów... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz